Polecane Strony:

abmdrob.pl - elementy drobiowe
rydiger.pl - prawo cywilne adwokat
techbaza.pl - piekarnik beko
aurelka.pl - wkładki korekcyjne dla dzieci
mlingua.pl - tłumaczenia
Zapraszamy.
A A A

ROBUR ZDOBYWCA - cz. II

 

 

 

 

Czas ciągle płynął, a każda próba sforsowania drzwi lub muru pozostawała
bezowocna. Nie udało się odgadnąć, z czego wykonano ścianę. Nie był to metal ani
drewno, ani kamień. Poza tym podłoga celi zdawała się być wykonana z tej samej
substancji. Gdy uderzano w nią nogą, wydawała szczególny dźwięk, który
nastręczał Prudentowi trudności w zaklasyfikowaniu go do kategorii znanych
odgłosów. I jeszcze jedna uwaga: podłoga dźwięczała, jak gdyby nie spoczywała
bezpośrednio na ziemi polany. Tak! Miało się wrażenie, że niewytłumaczalne
frrr pieści jej spód. Wszystko to nie uspokajało więźniów.
- Panie Prudent... - rzekł Phil Evans.
- Słucham.
- Myśli pan, że nasza cela jest teraz gdzie indziej?
- Niemożliwe.
- A jednak w pierwszych chwilach naszego uwięzienia wyraźnie czułem świeży
zapach trawy i żywiczną woń drzew w parku. Teraz na próżno wciągam powietrze;
wydaje mi się, że wszystkie te zapachy zniknęły...
- W rzeczy samej.
- Jak to wytłumaczyć?
- Jakkolwiek byśmy to tłumaczyli, panie Evans, musimy odrzucić hipotezę, że
nasze więzienie zmieniło swoje miejsce. Powtarzam, gdybyśmy się znajdowali na
jadącym wozie lub na dryfującym statku, czulibyśmy to.
Frycollin wydał wtedy z siebie długi jęk, który mógłby ujść za jego ostatnie
tchnienie, gdyby nie nastąpiły po nim kolejne.
- Wolę przypuszczać, że ten Robur wezwie nas wkrótce przed swoje oblicze -
odezwał się Phil Evans.
- Spodziewam się - zawołał Prudent - i powiem mu...
- Co?
- Że zacząwszy bezczelnie, skończył po łajdackul
W tym momencie Phil Evans zauważył, że zaczyna wstawać dzień. Słabe światło,
jeszcze blade, przeciskało się przez wąskie okienko wydrążone w górnej części
ściany na wprost drzwi. Musiała więc być czwarta nad ranem, bo na tej szerokości
geograficznej w czerwcu, o tej godzinie, horyzont Filadelfii rozjaśnia się
pierwszymi promieniami poranka.
Tymczasem, gdy Uncle Prudent wyjął swój zegarek z pozytywką - dzieło pochodzące
z fabryki jego towarzysza - wydzwonił on zaledwie trzecią za piętnaście, mimo że
nie zatrzymał się.
- Dziwne! - powiedział Phil Evans. - Za kwadrans trzecia powinno być jeszcze
ciemno.
- Widocznie mój zegarek się spóźnia... - odparł Uncle Prudent.
- Zegarek z Walton
Watch Companyl - wykrzyknął Phil Evans.
Mimo wszystko dzień wstawał. Powoli otwór zarysowywał się biało w głębokich
ciemnościach celi. O ile jednak zorza ukazywała się wcześniej, niż pozwalał
czterdziesty równoleżnik, na którym leży Filadelfia, nie działo się to z
szybkością charakterystyczną dla małych szerokości. Nowe spostrzeżenie Uncle
Prudenta na ten temat i nowe niewytłumaczalne zjawisko.
- Może dałoby się wspiąć aż do okienka - zauważył Phil Evans - i spróbować
zobaczyć, gdzie jesteśmy.
- Możemy - zgodził się Uncle Prudent.
I zwracając się do Frycolina, powiedział:
- Jazda, Fry, wstawaj!
Murzyn podniósł się.
- Oprzyj się plecami o tę ścianę - rozkazał Prudent - a pan niech wejdzie na
ramiona chłopca; ja będę go podtrzymywał, żeby się nie osunął.
- Dobrze - odparł Phil Evans.
Chwilę później, klęcząc na ramionach Frycollina, miał oczy na wysokości okienka.
Było ono oszklone, lecz nie szkłem soczewkowym, jak bulaj na statku, ale zwykłą
szybą. Mimo że nie była zbyt gruba, przeszkadzała Evansowi dojrzeć cokolwiek,
bardzo mu ograniczając pole widzenia.
- Niech więc pan wybije szybę - doradził Prudent. - Może będzie pan lepiej
widział?
Phil Evans mocno uderzył rękojeścią swojego noża w szybę, która wydała
srebrzysty dźwięk, lecz nie pękła.
Następne uderzenie, mocniejsze. Rezultat taki sam.
- Och! - zawołał Evans. - Nietłukące szkło.
W rzeczy samej, szyba musiała być wykonana ze szkła hartowanego metodą wynalazcy
Siemensa, ponieważ, mimo powtarzanych uderzeń, pozostała nietknięta.
Było już jednak wystarczająco jasno, aby dojrzeć coś na zewnątrz - przynajmniej
w granicach pola widzenia wyciętego przez obramowanie okienka.
- Co pan widzi? - zapytał Uncle Prudent.
- Nic.
- Jak to? Nie widzi pan drzew?
- Nie.
- Ani nawet czubków koron?
- Nawet tego nie.
- Więc już nie jesteśmy na polanie?
- Ani na polanie, ani w parku.
- Widzi pan przynajmniej dachy domów, czubki pomników? - pytał Prudent, którego
rozczarowanie, zmieszane ze złością, wciąż rosło.
- Ani dachów, ani pomników.
- Co? Ani masztów, ani dzwonnic kościołów, ani żadnego komina fabrycznego?
- Nic. Tylko przestrzeń.
W tym właśnie momencie

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 44 Następna »